wodz na wodzow„Obezwładniona trwogą, odrętwiała padłam do jego nóg. Był w stanie niewysłowionej gwałtowności.

Opuśćmy zasłonę na tę scenę, którą chciałabym wymazać z dziejów mego życia za cenę krwi mojej” — napisze później Wa­lewska.

„Pan wie — zwierza się dalej hrabiemu d’Ornano, dla którego właściwie spisywała te wspomnienia — że ten niezwykły czło­wiek to wulkan opanowany namiętnościami ambicji, lecz jego na­miętności miłosne były nie mniej gwałtowne, jakkolwiek mniej trwałe.

Ten, który widział świat u swych nóg, był wówczas u nóg moich. Osuszał moje łzy, które ściekały kroplami. [...] Nie mogłam się cofnąć. Trzeba było iść naprzód po tej kamienistej drodze, którą utorowała mi moja szalona egzaltacja.

Ofiara dopełniła się. Chodziło już tylko o to, by zebrać owoce, by. uzyskać ów jedyny ekwiwalent, który mógłby usprawiedliwić mój występek. Oto myśl, jaka mnie przenikała. Panując nad moją wolą, nie dała mi upaść pod ciężarem wyrzutów sumienia i ża­lu.

Odtąd odwiedziny moje stały się codzienne, a moje nadzieje trwały ciągle w tym samym punkcie, zawsze napotykały tylko obietnice na przyszłość.”

Obietnice tyczące polskiej przyszłości przechodziły Napoleono­wi dość łatwo. Znakomity znawca ludzi, przeniknąwszy charakter narodowy Polaków, wiedział, że tylko Polską potrafi ich zobo­wiązać. Pamiętał Dąbrowski swoje paryskie z Napoleonem deli- beracje ojczyzny tyczące, pamiętali je żołnierze polscy broniący Mantui, a i ci \ Egiptu i z Włoch, gdzie wyznaczał im najcięższe zadania, nieraz najdrastyczniejsze — nie wyłączając rabowania dzieł sztuki. Jak wiadomo, przy całej swej niezaprzeczalnej wiel­kości, porywał się francuski cesarz na posunięcia zdecydowanie pozbawione dobrego smaku. I tak niełatwo mogli Włosi zapomnieć ograbienie bazyliki weneckiej ze słynnych koni z brązu, które to zadanie poruczył właśnie Polakom, wiernym na śmierć i życie, obłąkanym w dodatku — jak i Maria — „polskimi obietnicami”. (Oni to też potem ustawiali owe brązowe rumaki — zdumione tym szalonym przedsięwzięciem — nad bramą wiodącą do Tuilerii.) Wiedziała o tym wszystkim pani Walewska, będąca jeszcze w dzie­ciństwie osóbką oczytaną, wrażliwą, w Polsce zakochaną. Zajrzyj­my do jej pamiętnika znowu, opowie on nam najżywiej, najpełniej o chwilach poprzedzających narodziny Aleksandra, tu dowiemy się najlepiej o atmosferze wydarzeń, jakie wówczas miały miejsce.

A więc któregoś wieczora Napoleon odezwał się:

—    Przyznaj, Mario, ty kochasz nie mnie, ty we mnie kochasz ojczyznę.

—    Tak, sire, to prawda. Widzę w tobie zbawcę, który odrodzi ten kraj, tak nam drogi. Jesteś dla mnie bóstwem, do którego wznosi się tyle milionów głosów i rąk, błagających o pomoc we wszystkich zakątkach tego nieszczęsnego kraju. Cała jego ludność uważa cię za kogoś, kto jednym tchnieniem, jednym odruchem woli może podnieść ten naród pohańbiony od tylu lat, naród, który już o własnych siłach zmierzał do tego bez powodzenia, lecz na pewno przy twojej pomocy to osiągnie. Wszystkie serca są ci oddane. Czyż możesz wątpić o moim, gdy już doprowadziłeś do tego, że o wszystkim zapomniałam dla ciebie? O wszystkim! — i rozpłakała się. — Ale wyrzuty i żal nie będą mnie dręczyły, je­żeli otrzymam jedyne zadośćuczynienie godne ciebie, godne mnie, odrodzenie mojej ojczyzny. Oto bukiet upragniony gorąco, oto je­dyny dar, jedyna nagroda, którą mogę przyjąć bez wstydu i któ­ra przywiąże moje serce na zawsze. Pan mi to przyrzekł — po­wiedziała, przypadając do jego nóg.

Podniósł ją z czułością.

—    Możesz być pewna, Mario, że moja obietnica będzie dotrzy­mana. Widzisz już przecież, że częściowo wypełniłem ją- Zmu­siłem Prusy do zwrócenia tej części, którą kiedyś schwytały. Czas zdziała resztę. Nie przyszła jeszcze chwila, by można było dokonać wszystkiego. Trzeba mieć cierpliwość. Polityka to sznur, który pę­ka, kiedy go się nadmiernie napręża.

—   Tymczasem — mówił dalej — niech wasi mężowie stanu zdobywają rutynę. Bo iluż ich sobie liczycie? Macie wielu dobrych patriotów, tak, przyznaję to, oddaję im pełną sprawiedliwość; ho­nor i odwaga dobywają się z waszych bohaterów wszystkimi po­rami. Ale to nie wystarcza. Ażeby dopomóc moim widokom, moim wysiłkom, trzeba jeszcze całkowitej jednomyślności i wielu świet­nych mózgów.

—   Ależ, sire, znajdą się na pewno, proszę o tym nie wąt­pić.

—   Tak, zgoda, ale czym stanie się wówczas wasza władza, moje panie? Gdy męzczyźni próżnują, wówczas kobiety rządzą. Kiedy ich zmusicie do działania — powiedział klepiąc ją po policz­ku — biada waszemu berłu!

„Oto jak zaczynały się zwykle nasze wieczory, kiedy korzy­stając z byle drobiazgu, zręcznie zmieniał temat rozmowy. Starał się omijać tematy polityczne, poważne, przechodząc do spraw ni­jakich.

Lubił słuchać o komerażach salonowych, o tajemnicach rodzin­nych, przepadał za nieznanymi anegdotami towarzyskimi. Niczyje prywatne życie nie uchodziło jego uwagi.

Spełniałam te jego zachcenia, mówiąc, że nikt na świecie nie uwierzyłby łatwo, iż najpotężniejszy człowiek stulecia, na którego głowie spoczywają sprawy całego świata, zabawia się takimi dro­biazgami.

—   Człowiek obserwujący — odpowiedział — nie gardzi niczym. Studiowanie ludzi — oto co mnie najbardziej interesuje. Doszed­łem do granic poznania materialnego i tylko badając stronę mo­ralną mogę je przekroczyć.”

I tu ów człowiek, ku któremu ciążyły wówczas wszelkie polskie narodowe ambicje, przedmiot poruszenia wielkich umysłów i skromnych, szarych obserwatorów politycznego życia w kraju znękanym okrutną niewolą, wygłosił jedną ze swoich słynnych analiz ułomności Polaków, oddanych mu sercem i ciałem.

You must be logged in to leave a reply.